poniedziałek, 23 listopada 2009

urodzony filozof


Behemoth - Thelema.6

Są sytuacje, w których jest się przekonanym, że muzyka zyskuje na wartości i kompletności dzięki znakomitej oprawie. Niekiedy dochodzi się nawet do wniosku, że bez książeczki z tekstami i bogatej szaty graficznej wersja audio znacznie traci. Tego właśnie jestem pewien słuchając piątego longplaya gdańskiego Behemotha. Siła tej płyty tkwi w wielowymiarowości.

Thelema.6, to płyta wydana w 2000 roku. 23-letni wtedy Adam Darski, znany szerzej jako Nergal, lider Behmotha kipiał wręcz energią twórczą, która przejawiała się w napakowanych złowrogimi i wręcz napastliwymi treściami lirykach oraz bluźnierczych grafikach zdobiących płytę. Nie twierdzę wcale, że dziś Nergal jest konformistą, że poszedł z kimś na ugodę. Po prostu jego twórczość zmieniła charakter, kosmiczny chodnik poprowadził go w stronę bardziej wysublimowanego prezentowania muzyki. 

Thelema.6, to druga część kolorowej trylogii Behemotha. Jak słusznie twierdzi lider zespołu, jest zimna, złowroga, tak jak pełen chłodu jest kolor okładki. Wersja tekstowa dopełnia klimatu odosobnienia, wyobcowania, samotności. Całość brzmi jak wielkie fuck off w stosunku do reszty świata. Co najważniejsze nie jest wyrażane w tak często spotykany w metalowym świecie trywialny i prymitywny sposób. Śmiem twierdzić, że bez zrozumienia tekstów nie da się docenić wartości tego albumu.

with my beak I wanna peck at his face
and from ye golden cups divine blood drink
trespass borders which do not exist
I wanna be born, grow and rise again

Natural Born Philospher (tekst Nergal)

W moim prywatnym rankingu Thelema jest najlepszą obok Sataniki płytą stworzoną przez Nergala i spółkę. Nie interesuję mnie, czy to już death, czy jeszcze black metal, bo nie ma to większego znaczenia. Muzyka, to z całą pewnością poziom dostępny nielicznym w historii polskiego rocka. Pomimo tego, że dziś najbardziej znany polski zespół kojarzony jest głównie z takich krążków jak The Apostasy, Demigod czy ostatni Evangelion, to dla wielu właśnie dziewięć lat temu sięgnął gwiazd nagrywając swój piąty album.

Jeśli chodzi o moich faworytów spośród 11 utworów dostępnych w standardowej wersji albumu (wyszedł również wariant z czterema bonusami, w tym coverem... Davida Bowiego), to wyróżniłbym otwierający Antichristian Phenomenon ze znakomitym riffem, Natural Born Philosopher z interesującym tekstem i Christian To The Lions. Ostatni utwór za bezkompromisowość i odwagę. 

praise the flame!
watch angels falling from the skies
praise the flame!
I killed thy god
my will is done!
Thou art Lord

Christians To The Lions (tekst Nergal)

1 komentarz:

  1. nie no naprawde mily kolego, chetnie podziele się z Tobą wrażeniami po przeczytaniu ksiazki, którą mi pożyczyłes, ale z behemothem już basta, prosze. banalne to,ale lubie kiedy ludzie są pogodni, uśmiechają się i mają dużo pozytywnej energii, zaraźliwej. Może dlatego,że wydaje mi sie to być najtrudniejszym, wymagającym najwiecej wysilku. trudniej radzic sobie z problemami usmiechajac sie i otwierajac na swiat, szukajac mimo wszystko dobrych stron, budząc w sobie wdziecznosc, niz na smutno, na czarno, depresyjnie.
    A najwazniejsze to wybierac trudniejsze drogi, bo o to w zyciu chodzi. Życie ma taka wartosc jaka mu nadamy sami. Chociaz niewątpiwie są pewne wartości bezwzględne, w co wierze głęboko i co również nie pozwala mi myśleć inaczej niż mysle. i takie tam inne jeszcze.
    Niemniej jednak miło mi bylo byc popchniętą do rozmyslan na ten temat. Wzbogacające, bez wątpienia:)
    milego vikendu:)

    OdpowiedzUsuń